Odbyłem interesującą rozmowę z przemiłą absolwentką nauk filozoficznych której szerokie zainteresowania intelektualne wyzwoliły kilka refleksji o czym tu napisze.
Rzecz dotyczyła Grotowskiego, jako że moja rozmówczyni napisała o nim pracę magisterską – wystarczyło, by przypomnieć gdy z Poznania jeździłem pociągiem do Wrocławia aby zobaczyć owo zjawisko, o którym wówczas w intelektualnych kręgach mówiono z podziwem.
Zobaczyłem Apocalypsis cum figuris, dzieło już wtedy nazywane wielkim.
Pamiętam, że w niewielkiej sali posadzono nas na parkietowej podłodze pod ścianami, za czym nigdy nie przepadałem, bowiem po chwili takiego siedzenia odczuwałem bóle owej słynnej części ciała na której się siada. Przede mną, kliku ludzi wykonywało jakieś dziwne ruchy, z czego nic nie rozumiałem. Wówczas kładłem to na karb swojej intelektualnej młodości, i ambitnie obiecywałem sobie, że temat zgłębię i w najbliższej przyszłości jeszcze raz – tym razem przygotowany, odwiedzę owo magiczne miejsce na Rynku we Wrocławiu, gdzie miał siedzibę Teatr Laboratorium.
Nazwa sugerowała, że znajdowałem się w miejscu, w którym to co zwykliśmy nazywać TEATREM, zostanie na laboratoryjnym stole poddane badaniu i poprzez wnikliwą analizę anatomii owego zjawiska opisane zostanie to, co z twórczego oglądu owego działania wyniknie.
Czy Teatr Laboratorium, odpowiedział na pytania które powinien sobie zadać?
Cdn…

