Malleus maleficarum – Młot na czarownice – ponoć wszystko narodziło sie w latach 70. XV w. w głowie niejakiego Kraemera, który postawił sobie za cel ostateczne oczyszczenie świata ze wspólników diabła. Podręcznik dla inkwizytorów napisany został przez dwóch osobników wielce oddanych wierze, wyznaczonych przez Innocentego VIII na obszar Niemiec: Heinricha Krämera (Henricus Institoris) i Jakoba Sprengera; w roku 1489.
Z całością tekstu Malleus maleficarum zapoznasz sie klikając tu,
mnie natomiast interesują nieco inne problemy; chciałbym odnaleźć odpowiedź na następujący problem: Oto na jednej ze świątyń w Polsce przeczytałem kilka lat temu napis “Bóg jest miłością” – zadałem sobie wówczas pytanie: Od kiedy ta miłość jest świadoma i jak się ona realizuje.
*
Oto mamy rok 2007. Dla 50 letniego mieszkańca Polski, a to kogoś kto uczestniczył, czynnie czy biernie w budowie komunizmu?, jasne było ze “nowe idee” wprowadza się starannie uważając by się nie “wymknęły”. I w rzeczy samej nie ma znaczenia, czy cel ów jest celem zbawiającym cała ludzkość, czy też, wymysłem grupy szaleńców.
“Sprawa” jest o wiele ważniejsza od pojedynczego życia. “Dobro wszystkich”, a cóż to jest innego jak nie “miłość” przejawiająca się troską o “ogół” a zatem zapewne zupełnie słusznie, przeważa ono dobro każdej pojedynczej jednostki.
Spróbuje tu popatrzeć jak owo “dobro”, owa “miłość” było i jest realizowane.
Oto fakty powszechnie znane:
Około 7-4 roku przed p.n.e. narodził się w hebrajskiej rodzinie Joszue, z aramejska zwany Jeszua, dodano mu później grecki przydomek Christós. Około 30- 33 roku n.e. został ukrzyżowany.
Wydarzyło sie coś wielkiego. Lecz nie o tym wydarzeniu, lecz o tym co ono w sposób mniej lub bardziej bezpośredni powodowało.
Poszukajmy zatem co na ten temat sądzili Ci którym w swobodnym myśleniu nie przeszkadzał zapach ciała spalanego na stosie.
***
Oto Fryderyk Nietzsche
“Wiara, jakiej chrześcijaństwo w swych początkach wymagało i nierzadko osiągało, wśród sceptycznego i południowo-wolnomyślnego świata, który miał za sobą i w sobie wiekowe walki szkół filozoficznych z dodatkiem wpajanej przez imperium Romanum tolerancji, — wiara ta nie jest ową dobroduszną i prostaczo poddańczą wiarą, z jaką garnęli się snadź do swego Boga i chrześcijaństwa taki Luter lub taki Cromwell albo jakiś inny północy barbarzyńca ducha: raczej już ową wiarą Pascal’a, co przerażająco jest podobna przewlekłemu samobójstwu rozumu, — czerstwego, żywotnego, robaczego rozumu, którego od razu i jednym zamachem uśmiercić niepodobna. Wiara chrześcijańska jest od początku wyrzeczeniem się: wyrzeczeniem się wszelkiej swobody, wszelkiej dumy, wszelkiego przeświadczenia o sobie, ducha; zarazem poniżeniem i samowyszydzeniem, samookaleczeniem. Okrucieństwo i religijny fenicyzm jest w tej wierze, wymaganej od zwątlonego, złożonego, przewrażliwionego sumienia: wychodzi ona z założenia, iż uległość ducha jest czymś nieopisanie bolesnym, iż cała przeszłość i przyzwyczajenia takiego ducha opierają się temu absurdissimum, jakiem przedstawia się mu wiara. Ludzie nowocześni, przytępieni względem całej chrześcijańskiej nomenklatury, nie odczuwają już okropności superlatywu, zawartego dla starożytnego smaku w paradoksalności formuły Bóg na krzyżu. Nigdy i nigdzie dotychczas nie objawiła się jeszcze równa w odwróceniu śmiałość, nie istniało nic tak strasznego, pytającego i zagadkowego jak ta formuła: zapowiadała ona przemianowanie wszystkich wartości antycznych. — To Wschód, głęboki Wschód, to niewolnik wschodni mścił się w ten sposób na Rzymie oraz jego wytwornej i płochej tolerancji, na rzymskim katolicyzmie niewiary: — zaś tym, co oburzało niewolnika w jego panu, przeciw jego panu, nie była nigdy wiara, lecz nieobecność wiary, owa na poły stoiczna i uśmiechnięta niedbałość o grozę wiary. Oświecenie oburza: niewolnik pragnie bowiem bezwzględnego, i w morale pojmuje jeno to, co tyrańskie, kocha jak nienawidzi, bez nuance’y, aż do głębi, aż do bólu, aż do choroby, — ogrom jego ukrytego cierpienia oburza się przeciw dostojnemu smakowi, który zda się przeczyć cierpieniu. Sceptycyzm wobec cierpienia, w istocie rzeczy jeno attitude arystokratycznego morału, niepośledni wziął także udział w powstaniu ostatniego wielkiego rokoszu niewolników, co francuską zaczął się rewolucją.
Wszędzie, gdzie jeno religijna występowała dotychczas newroza, znajdujemy ją w połączeniu z trzema niebezpiecznymi przepisami dyetetycznemi: samotnością, postami oraz wstrzemięźliwością płciową, – jednakże na pewno rozstrzygnąć niepodobna, co tu jest przyczyną, co zaś skutkiem, i czy w ogóle mamy tu do czynienia ze stosunkiem przyczyny i skutku. Do ostatniej wątpliwości upoważnia ta okoliczność, iż właśnie do najregularniejszych jej objawów u dzikich jak u oswojonych ludów, należy także najgwałtowniejsza, najwyuzdańsza lubieżność, która z kolei przedzierzga się równie nagle w drgawki pokutne oraz zaprzeczenie świata i woli: jedno i drugie nie tłumaczyż się snadź zamaskowaną epilepsyą?“
/Całość tekstu znajdziesz klikając tu/
***
Fragment tekstu z portalu historia.org.pl
CHRZEŚCIJAŃSTWO.
Religia monoteistyczna i uniwersalistyczna, której istotą jest wiara w Jezusa Chrystusa.
Historia. Chrześcijaństwo powstało w I w. n.e. w łonie ówczesnego judaizmu, jako wynik działalności Jezusa, jego nauczania, czynów, śmierci oraz zmartwychwstania, które od początku stanowiło gł. tezę wiary chrześc. i motyw działania pierwszych chrześcijan. Pierwsza wspólnota chrześc. powstała w Jerozolimie po Zesłaniu Ducha Świętego (prawdopodobnie 30 r. n.e.), była skupiona wokół 12 apostołów z Piotrem na czele i praktykowała chrzest, Eucharystię i życie wspólnotowe misjonarze chrześc. zwracali się do Żydów w kraju Izraela i w diasporze, ale również do pogan, wśród których osiągnęli większe sukcesy (zwł. św. Paweł); po wojnie żyd. (66-70 r.) nastąpiło zupełne zerwanie między judaizmem a chrześcijaństwem.
***
Fragmenty książki Ericha Fromma “Dogmat Chrystusa”
Wczesne chrześcijaństwo i jego idea Jezusa
Każda próba zrozumienia źródeł chrześcijaństwa musi rozpocząć się od zbadania ekonomicznej, społecznej, kulturalnej i psychicznej sytuacji jego najwcześniejszych wyznawców. Palestyna była częścią Cesarstwa Rzymskiego, podlegającą warunkom jego rozwoju ekonomicznego i społecznego. Wzmożenie międzynarodowego handlu nie oznaczało bynajmniej polepszenia doli mas, zwiększenia możliwości zaspokojenia ich codziennych potrzeb; zainteresowana nim była tylko nieliczna warstwa klasy posiadającej. Bezrobotny i głodny plebs w skali dotychczas niespotykanej wypełniał miasta. Zaraz po Rzymie miastem ze stosunkowo najliczniejszym proletariatem była Jerozolima. Rzemieślnicy, którzy zazwyczaj pracowali tylko w domu i w przeważającej mierze zaliczali się do biedoty, bez przeszkód poparli żebraków, niewykwalifikowanych robotników i wieśniaków. Prawdę powiedziawszy, proletariusze Jerozolimy byli w gorszym położeniu niż rzymscy. Nie cieszyli się rzymskimi prawami obywatelskimi, a ich palące potrzeby żołądka i serca nie były zabezpieczane przez cesarzy poprzez rozdawnictwo zboża czy wyszukane igrzyska i przedstawienia.
Społeczność wiejska była wyczerpana przez nadzwyczaj ciężkie podatki i albo popadała w niewolę za długi albo, co się tyczy drobnych gospodarzy, odbierano jej narzędzia pracy lub użytkowane działki. Niektórzy powiększali liczbę wielkomiejskiego proletariatu Jerozolimy; inni uciekali się do środków desperackich, takich jak zbrojne powstanie lub grabież. Ponad tym zbiedniałym i zrozpaczonym proletariatem wyrosła w Jerozolimie i całym imperium klasa średnia, która mimo rzymskiego ucisku była stabilna ekonomicznie. Nad nimi znajdowała się nieliczna, ale silna i wpływowa klasa arystokracji kapłańskiej i finansowej.
Zobacz więcej, klikając tu
***
Zanik Zachodniej Tradycji
Fragment pracy Julius Evola „Rewolta przeciw współczesnemu światu”
Bezpośrednim poprzednikiem chrześcijaństwa nie był tradycyjny judaizm, lecz raczej profetyzm oraz analogiczne nurty, w których dominowały pojęcia grzechu i pokuty; w których pojawiała się desperacka forma duchowości; i w których typ wojowniczego Mesjasza jako emanacji „pana tłumu” zastąpiony został przez typ Mesjasza jako „syna człowieka” predestynowanego do bycia ofiarą, prześladowanym, nadzieją chorych i odrzuconych, jak również obiektem mętnego, ekstatycznego kultu. Dobrze znany jest fakt, iż mistyczna postać Jezusa Chrystusa początkowo czerpała swą siłę i natchnienie ze środowiska nasączonego tym mesjanistycznym patosem, którego liczebność rosła z upływem czasu w wyniku proroczego pobudzania i różnych apokaliptycznych oczekiwań. Przez uznanie Jezusa za zbawiciela i wyłamanie się od „prawa”, to znaczy, od żydowskiej ortodoksji, prymitywne chrześcijaństwo przejęło wiele idei typowych dla ogółu semickiego ducha. Idee te były odpowiednimi dla podzielonego wewnętrznie rodzaju ludzkiego i stanowiły żyzną glebę dla wzrostu antytradycyjnego wirusa, szczególnie w relacji z tradycją taką jak Rzymska. Poprzez teologię Pawła składniki te zostały upowszechnione i pobudzone bez bezpośredniego powiązania z ich żydowskimi źródłami.
Tu przeczytasz wiecej
***
To co tu pisze, nie jest pracą o ambicjach naukowych, lecz próbą uświadomienia sobie sytuacji;, odpowiedzi na pytania, uzyskanych w sposób taki, by rozum zbytnio nie protestował.
Zatem zapewne pytania będą rodzić pytania, w nieładzie, przeskakując z tematu na temat, lecz stale idąc być może pokrętnymi ścieżkami, lecz w wiadomym kierunku.
Oto, biorąc pod uwagę dzieje “dzikiego” kraju znajdującego się pomiędzy Odrą, Wisłą a Bałtykiem, zadajmy sobie pytanie takie i będzie to pytanie zasadne, bowiem wielokrotnie zastanawiałem sie nad tym, dlaczego mam wrażenie, że dzieje tego obszaru zaczynają się w roku 966, no powiedzmy ze sto lat wcześniej…
Czyli co? Nic tu nie było przed Chrztem?
Tak pisze Paweł Jasienica w “Myśli o dawnej Polsce” cyt.: “Zdaje sobie sprawę, że wchodzę na śliskie tereny. Każdy wyraz zainteresowania Polską przedchrześcijańską, podobnie jak bezstronne spojrzenie na fakt chrztu, mogą być łatwo uznane za zamach na dusze narodu.”
“… w Szczecinie czczono święty krzak leszczyny”.
Mnie wystarczy! Musze uczynić ważne zastrzeżenie, nie interesują mnie religie przedchrześcijańskie… Lecz tylko FAKT!, że rzecz nie dzieje się w pustce, że “nowe” z jakiś przyczyn chce, lub po prostu musi? zastąpić “stare”.
I to w jakie sposób to robi!!!