Urodziłem się bez swojego przyzwolenia...

In info on 7 czerwca 2009 at 3:04

Witold Skaczkiewicz „Concatenatio”

Kliknij na obrazek aby przejść

Witold Skaczkiewicz „Wierszole 2005”

Kliknij na obrazek aby przejść

„Mięta, jabłko i motylki” – powieść pisana wspólnie z internautami

Kliknij na obrazek aby przejść

2010

Szanownym Czytelnikom w Nowym Roku wiele DOBRA – politykom dodatkowo – mniej pieprzenia, więcej rozumnej refleksji.

Skaczkiewicz

Skaczkiewicz

Grotowski cz.11 /sacrum 2 – dla Justyny/

In Przemyślenia on 11 stycznia 2010 at 3:38

Tuż, tuż.., bowiem mamy tu specyficzny kogel-mogel.

By dobrać się do sedna musimy precyzyjnie rozdzielić „to” od tego „czym się to stało” – poprzez wieki o TYM myślenia, analizowania, zmierzającego do wyjaśnienie „co to jest”; lecz z powodu trudności prostego definiowania „to, co jest” zostało wymieszane z „tym co się z tego stało”, i doprawdy konia z rzędem temu, kto się na tym wyzna.

Nie gmatwajmy zatem więcej lecz oddajmy się z wiarą swojemu ROZUMOWI.

Powiedzieliśmy sobie wcześniej, że nasz umysł potrafi myśleć abstrakcyjnie. Zapewne nie jeden raz zauważyłaś, że czasami przy pomocy owego abstrahowania znajdujemy rozwiązanie, a czasami, mimo wysiłków, nie. Nie miejsce tu by dalej ten problem rozwijać, zastanówmy się tylko, co się dzieje, gdy stajemy wobec PROBLEMU bezradni… Gdy zjawia się „coś” z czym umysł nas sobie nie radzi.

Zastanówmy się teraz, w jaki sposób myślimy. Czy myślimy słowami, czy czymś, co jest ukryte pod powierzchnią słowa. Czy jest to tak jak w komputerze? Pod powłoką tego co widzimy kryje się język maszynowy, niezrozumiałych „ptaszków” które znakomicie się ze sobą kontaktują. Czy nasz wewnętrzny „komputer” analizuje słowa, czy ich denotacje… Nie jest moim celem rozważanie czy rozstrzyganie tego co się tam w naszych szarych komórkach dzieje, chce tylko zwrócić uwagę, że dzieje się tam doprawdy przedziwnie.

Czyli nasz aparat poznawania świata jest wielce skomplikowany i od kiedy datuje się myślenie człowieka, od wtedy zapewne człowiek zastanawiał się nad tym co się z nim dzieje.  Zastanawiał się i budował hipotezy, następny weryfikował i  budował swoje, i tak przez wieki.  Bo człowiek jest z NATURY twórczy.

Warto również zrozumieć, iż nie jesteśmy jednakowi. Tak, jak różnimy się wyglądem tak różnimy się funkcjonowaniem naszego wnętrza. Znakomicie rozumieją to lekarze, którzy często obserwują, że to co pomaga jednemu, inny organizm lekceważy. Oczywiście owe różnice między nami są bardzo subtelne, choć gdy się wnikliwie przyjrzeć – można je dojrzeć. Lecz czy wszystkie?

Nie jesteśmy tacy sami, jeden pije całe życie i nie popada w uzależnienie, inny wpada i zanim się spostrzeże; jego mózg rządzi NIM, a nie ON mózgiem. Co się tam wydarzyło, że to co wydaje się takie oczywiste – nasza WOLA – zaczyna działać niezależnie od nas, zabierając nam naszą RACJONALNOŚĆ? Co się dzieje z człowiekiem, który wpada w uzależnienie od „jednorękiego bandyty” zatracając „zdrowy rozsądek” uzależnia się od CZEGOŚ, tracąc ocenę sytuacji, głęboko wierząc, że się „odegra”.

Cdn…


Grotowski cz.10 /sacrum 1 – dla Justyny/

In Przemyślenia on 10 stycznia 2010 at 2:23

Zanim zacznę badanie sacrum, o tyle trudne, że nasiąknięte potem wielu pokoleń myślicieli, zapraszam do uważnego przeczytania mojego wierszola, niech to będzie wstęp, do dalszego wykładu:

CONCATENATIO II

Prześladuje mnie
Obraz taki:
Oto siedzę
Na ganku
Sad przed mną
Łąka, motyle…

Czyli wszystko to
Co potrzebne
By nastrój sielanki
Utrzymać.

Siedzę na ganku
I przytulam
Maleńką postać
Zupełnie bezbronną
Uśmiechającą się
Do mnie radośnie
W poczuciu
Bezpieczeństwa.

Trzymam to maleństwo
Delikatnie
Lecz chwytem pewnym
Ochraniam
Przed każdym niebezpieczeństwem

Kołyszę
Gdy tylko zobaczę Grymas
Wykrzywiający jego buzie.

Jest taki maleńki i bezbronny
Wiem, że to ja go stworzyłem
I zapewne nie mam już wyjścia,
Muszę sie nim opiekować.

Urośnie trochę
Lecz zawsze pozostanie
Maleńkim,
Ślicznym osobnikiem
Raczej płci męskiej.

Nie, to nie jest moje
Dziecko.

To Pan Bóg!

***

Takim właśnie
Go widzę.
Małym i bezbronnym
Ufnie wtulonym
W moje ramiona.

Sądzę, że wierszol ten, oprócz wrażeń artystycznych, ukazał ci, iż dla poety /czytaj: dla mnie/, Bóg wymaga opieki i pieszczoty i w zasadzie wszystko w rękach Człowieka /czytaj: moich/. W rękach i umyśle.

Bo to jest tak, że poeta /czytaj: ja/ ma WIZJĘ; on /czytaj: ja/ przecież nie siedzi na ganku i nie trzyma dziecka na rękach, lecz prześladuje go /czytaj: mnie/ pewien obraz  – zatem twór nie istniejący realnie, lecz tylko w poety /czytaj: moim/ wyobrażeniu.

Gdy się nad tym przez chwilę zastanowić, okaże się, że ów BÓG jest całkowicie ode mnie uzależniony i TO ja daje mu wszystko co najlepsze, być może dlatego, by ON gdy już stanie się samodzielny, a ja /czytaj:poeta/ z racji wieku coraz mniej sprawny, oczekiwać będę JEGO MIŁOŚCI. Lecz spodziewać się mogę, iż jak to w życiu, da mi tyle ile sam ode mnie otrzymał.

Koniecznie trzeba również zauważyć, że ów wyżej opisany proces nie dotyczy tylko mnie, w przedziwny sposób, daje się zaobserwować u innych ludzi, w takiej lub podobnej formie, lecz ON – BÓG przecież istnieje. Bo skoro by nie istniał, to co nasz ludzki rozum mógłby zrobić z wieloma niespodziankami które nas niezasłużenie spotykają, jak mógłby odpowiedzieć sobie na pytanie skąd to wszystko się wzięło i dokąd zmierza? Zatem istnieje, lecz jednocześnie go NIE MA. Wszystko dookoła widzimy, wiele możemy wprost dotknąć, posmakować lecz JEGO nie.

Jednakże są tacy, którzy JEGO doświadczają.

Są ponoć tacy, którzy potrafią odczuwać jego obecność wprost fizycznie. I nie ma żadnych powodów, by im w to nie wierzyć. Nie znajduję również żadnych powodów by im w to wierzyć. Zatem mamy klasycznego rozumowego PATA.

Nie chciałbym tu zgłębiać przyczyn owego „odczuwania”, nie chciałbym tu zastanawiać się, co w naszym postrzeganiu świata wynika z takiej a nie innej budowy naszego mózgu, a co z doświadczeń przenoszonych drogą którą nazwę „tradycją”. Nas interesuje tylko owa specjalna umiejętność człowieka, która pozwala niektórym rzeczom,  zdarzeniom, nadawać cechy nadprzyrodzone – BOSKIE, i to niezależnie od naszego, śmiem powiedzieć, racjonalnego myślenia w innych przypadkach – jedzenie z miski pakujemy do ust a nie do ucha. Nasz racjonalny umysł odkrył, iż tylko wprowadzanie jedzenia do jamy gębowej, dodaje nam energii…

A cóż to, to BOSKIE? Do czego jest nam w ogóle potrzebne? Dlaczego nasz racjonalny /co do zasady/ umysł dopuszcza?…

Można by powiedzieć, iż PODSTAWĄ naszego myślenia jest poruszanie się po ścieżkach ABSTRAKCJI – wszak umiejętność abstrahowania to podstawa naszego myślenia, niezależnie co na ten temat myśleli Arystoteles, Kant, Unger, czy Piaget czy ich oponenci.

Zauważ także, że myślenie abstrakcyjne pozwala przekroczyć wszelkie granice, nie jest dla niego oporem ani czas, ani przestrzeń.

Bywa, co doskonale wiesz po własnych doświadczeniach, iż w szczególnych sytuacjach racjonalny umysł akceptuje by twory naszego abstrahowania stały się bardziej rzeczywiste niż fotel na którym teraz siedzisz, mimo iż /co ci podpowiada twój umysł/ nie są to qualia bo nie poznawalne zmysłami – lecz istnieją w zmysłach, a przecież  nie istnieją.

I jesteśmy tuż, tuż… sacrum.

cdn…